Co dla Europy oznaczać będzie zwycięstwo Hollande'a?

Nie ma się co łudzić, że zwycięstwo to wynik pracy kandydata socjalistów, choć poprawnie poprowadził kampanię wyborczą. Jego sukces to oczywiście zasługa Nicolasa Sarkozy’ego, który przez większość kadencji robił wiele, by pokazać, że jest prezydentem bogatych i uprzywilejowanych. I choć od początku wywoływało to złe wrażenie, to dopiero w trakcie kampanii wyborczej próbował on odwrócić ten wizerunek, każąc nawet swojej żonie mówić, że są prostymi i skromnymi ludźmi, co brzmiało kabaretowo. By skontrastować swój wizerunek z obrazem obecnego prezydenta, kandydat socjalistów rzucił niezbyt rozsądne hasło 75-procentowego podatku dla najbogatszych. Chodziło wyłącznie o to, aby usytuować się po stronie większości społeczeństwa, która zadecyduje o wyniku tych wyborów. Co więc dla Europy oznaczać będzie zwycięstwo Hollande'a?


Na pewno nie poskutkuje ono końcem strefy euro i ostateczną zapaścią francuskiej gospodarki, choć część jego obietnic była nieodpowiedzialna. W razie wygranej pójdzie zapewne drogą swojego politycznego mentora Françoisa Mitteranda, który po wygranej zmienił kurs z wyraźnie lewicowego na gospodarczo pragmatyczny. Być może okaże się, że Hollande będzie w stanie wpłynąć na korektę polityki ekonomicznej UE, która opiera się głównie na wymuszaniu oszczędności na krajach pogrążonych w kryzysie, co ma oczywiście swoje uzasadnienie, ale też sprawia, że dalszy wzrost staje się coraz trudniejszy. Taka polityka jest najbardziej opłacalna dla silnych gospodarczo Niemiec, stąd też nie dziwi rezerwa kanclerz Merkel w stosunku do kandydata lewicy.

Kandydat lewicowy ma także paradoksalnie większe szanse na przeprowadzenie istotnych reform we Francji, jako że lewica naturalnie ma zaufanie związków zawodowych i łatwiej jej zdobyć poparcie dla niepopularnych zmian – tu ciekawym wzorem może być pakiet reform gabinetu Gerharda Schrödera w Niemczech ("Agenda 2010"), do którego często z uznaniem wraca się we francuskiej publicystyce.

Także niemieccy socjaldemokraci będą musieli zdefiniować swoje stanowisko względem Hollande’a: ich dość liberalny program ekonomiczny (określony w dużej mierze właśnie przez Gerharda Schrödera) kłóci się z pozycjami bardziej lewicowych socjalistów francuskich. W razie zwycięstwa kandydata socjalistów, będą musieli więc na nowo zmierzyć się z własnym programem, a być może także dążyć do przekonania francuskiego prezydenta, że wydatki budżetowe muszą mieć swoje granice. To chyba zresztą najciekawszy wymiar francuskich wyborów: nie wpływają one tylko – tak jak zawsze – na politykę zagraniczną poszczególnych krajów, ale mają także bezpośredni wpływ na ich wewnętrzne sprawy (jak np. kurs niemieckich socjaldemokratów). To pokazuje, że integracja europejska działa i staje się coraz bardziej nieodwracalna.

PS Oto interesująca opinia Michała Syski, którą otrzymałem na FB:

Bardzo ciekawy komentarz. Moje wątpliwości budzi jednak ten fragment: "Także niemieccy socjaldemokraci będą musieli zdefiniować swoje stanowisko względem Hollande’a: ich dość liberalny program ekonomiczny (określony w dużej mierze właśnie przez Gerharda Schrödera) kłóci się z pozycjami bardziej lewicowych socjalistów francuskich". SPD w swym programie odeszła od "szrederyzmu", jest krytyczna wobec "Merkozy", a Hollande był jednym z głównych mówców na grudniowym kongresie tej partii w Berlinie. Niemieccy socjaldemokraci są też zainteresowani zwycięstwem Hollande'a ze względu na przyszłoroczne wybory do Bundestagu. Merkel zawdzięcza swą mocną pozycję w Niemczech głównie dzięki polityce europejskiej. Zwycięstwo francuskiego socjalisty (a właściwie porażka Sarkozy'ego) wpłynie na zmianę układu sił w UE i w konsewkencji na osłabienie tego wizerunku w Niemczech.
Trwa ładowanie komentarzy...