Dziewczęta i róże

"Traktaty, rozumiecie, są jak dziewczęta i róże: trwają, póki trwają." - Charles de Gaulle

Od czasu II wojny światowej, historia Starego Kontynentu może być widziana jako permanentny kryzys. Wojna przyniosła moralne, ekonomiczne i polityczne spustoszenie, które zdawało się być nie do udźwignięcia (ze szczególną mocą przypomniał o tym Tony Judt w swym monumentalnym „Powojniu”). Po kilku dramatycznie trudnych latach udało się jednak europejskim narodom wejść na ścieżkę, która nie ma precedensu nigdzie w historii: państwa krok po kroku oddawały część swojej suwerenności na rzecz tworzącej się Wspólnoty. Andrew Moravcsik w swoim opus magnum „The Choice for Europe” pokazuje, jak bardzo racjonalne były te decyzje: na postępującej integracji zyskiwały one gospodarczo, a w konsekwencji także politycznie. Wspólnota stała się na tyle atrakcyjna, że nawet kraje wobec niej początkowo sceptyczne, jak Wielka Brytania (tradycyjnie zwrócona w kierunku swego potężnego potomka – Stanów Zjednoczonych), zdecydowały się na akcesję.

Model struktury politycznej oparty na zawieraniu międzyrządowych traktatów – a tak wygląda proces rozwoju UE – jest jednakże chybotliwy, narażony na ciągłe kryzysy. Charles de Gaulle trafnie pokazał dziewczęcą ulotność traktatów: „trwają, póki trwają”. Tym bardziej zadziwiające jest osiągnięcia europejskich politycznych elit: Unia Europejska ciągle trwa, stopniowo – od traktatu do traktatu – zwiększając swoje kompetencje. Unia to struktura sui generis, ni to państwo, ni organizacja międzynarodowa, taki nowy gatunek róży. Jej biografia pozwala nam stwierdzić jedno: posiada ona zadziwiającą zdolność do wychodzenia z kryzysów (które zresztą częściowo sama stworzy). Zapewne tak samo będzie i tym razem. W następnych wpisach będę więc starał się analizować kolejne dzieje jej losu z czułością zadurzonego w niej przyrodnika.
Trwa ładowanie komentarzy...